Blog Staszka

Staszek pisze z ... Kamerunu :)

Od 7 sierpnia jestem w Kamerunie. Po 12 godzinach lotu przez Brukselę, Duale, samolot wylądował w Yaounde stolicy kraju. Tutaj zupełnie inny świat.
Wizę mam na 3 miesiące, ale jeśli da się przedłużyć to chce pozostać do lutego przyszłego roku.
Tutaj trzeba przedefiniowac sobie pojęcie biedy. To co u nas jest nazywane biedą tutaj jest największym luksusem.
Pomimo tej biedy urzekli mnie ludzie których spotykam. Mój podziw wzbudza oczywiście przyroda, ale najbardziej ofiarna i odważna postawa naszych polskich misjonarek Pallotynek u których mieszkam.

IMG-20180903-WA0002IMG-20180904-WA0010IMG-20180904-WA0011

Ciąg dalszy poniżej - od najnowszych do najstarszych wiadomości...



Blog Staszka - 2018.10.16: Pilne prace, upał na strychu PDF Drukuj Email
Blog Staszka
środa, 17 października 2018 23:36

Czy wiecie, że Polska mogła mieć kolonię w Kamerunie? Zalążek polskiej kolonii powstał w 1882 roku za sprawą polskiego podróżnika i badacza Afryki, Stefana Szolca-Rogozińskiego. Spędził on w Afryce ponad dwa lata. W 1884 r. otrzymał od tamtejszych klanów ziemię i założył kolonię, która miała powierzchnię zaledwie 30 kilometrów kwadratowych. Niestety, kilka miesięcy później przybyli na te tereny Niemcy i Anglicy. Niemcy zaczęli w ekspresowym tempie podpisywać z tubylcami traktaty i przejmować ich ziemię. Rogoziński oddał polską kolonię pod protektorat brytyjski. Powrócił do kraju, przekazując kolekcje etnograficzne muzeum krakowskiemu, a antropologiczne Akademii Umiejętności w Warszawie. W 1885 r. zginął w Paryżu pod kołami omnibusa. (Info od ks. misjonarza Mirosława Bujaka, który działa to dzielnie niedaleko).

Czasami w eterze zalega dłuższa cisza z mojej strony. Niektórzy się niepokoją i dają mi znać o tym na priv. Ze mną jest wszystko w porządku. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierają modlitwą i na inne sposoby. Nie jest niestety do pogodzenia moja praca z pisaniem. Im więcej czasu na pracę, tym mniej na pisanie.

Zakładam, że wizy na kolejne 3 miesiące nie dostanę - stąd harmonogram prac na nadchodzące dni mam zapełniony całkowicie. W Nkol-Avolo (230 km stąd) czeka na mnie jeszcze jedna gruba naprawa ślusarska, ale ze względu na porę deszczową teraz tam nie dotrę.

Czekają jeszcze na mnie siostry Pallotynki w Bafusam (tak to się wymawia, pewnie pisze inaczej), ok. 600 km stąd na zachód.Tam jest podobno wielkie mnóstwo rzeczy do zrobienia; pojadę w przyszłym tygodniu.

Parę dni temu przyszły rachunki za prąd. Są zbyt wysokie. Szkoda, aby tak duże pieniądze szły na utrzymanie domu. Od dzisiaj siedzę na strychu i przerabiam instalację tak, aby prasowanie i pranie było robione przy zasilaniu z miasta, które (jak już wcześniej wspominałem) jest trzykrotnie tańsze od zasilania z agregatora z biskupstwa. Moim zdaniem jest za dużo tego prania i prasowania, ale siostry twierdzą, że to konieczne dla ich bezpieczeństwa. Prasowanie zabezpiecza przed robakami, które wnikają w ubrania w czasie suszenia.

To, czego doświadczam na strychu pod blaszanym dachem przy tym upale, to trudno porównać z czymkolwiek. Po kilku minutach jestem kompletnie mokry. Gdy dłużej się zatrzymuję w jakimś miejscu, aby coś przełączyć - pode mną na podłodze robi się kałuża wody, która ze mnie wypływa. Dzisiaj wytrzymałem 2 godziny, reszta jutro i mam nadzieję, że to będzie już koniec z przeróbkami instalacji. Zważyłem się po takim pobycie na strychu i mam kolejne 3 kg mniej. Podobno są łaźnie, gdzie ludzie specjalnie pocą się, aby poprawić swoje zdrowie. No to ja dzisiaj powinienem być zdrowszy. Łączę "przyjemne" z pożytecznym.

(ilustracje pojawią się w terminie późniejszym)

 
Blog Staszka - 2018.10.13: Ministrant, nowe wnuki, ślub PDF Drukuj Email
Blog Staszka
środa, 17 października 2018 23:34

Dzisiaj rano po Mszy św. podszedł do nas ministrant z prośbą o możliwość popracowania, bo potrzebuje pieniędzy na nowe buty. Ma na imię Franciszek, ma 15 lat i chodzi do gimnazjum. Nie zna swoich rodziców. Po urodzeniu zostawili go u babci. To niestety tutaj bardzo częsta praktyka. Siostra zweryfikuje te informacje w szkole i jeśli potwierdzi się to, co powiedział, to będzie kolejny chłopak do adopcji. Na jego przykładzie widać, że opłata minimalna zabezpiecza dziecku tylko naukę i leczenie. Gdy chce się mu pomóc jeszcze bardziej, to można wpłacić większą sumę z adnotacją, np. na ubranie czy na lampę solarną do nauki (najtańsza 43 zł, lepsza 100 zł).

Dzisiaj miały miejsce dwa wydarzenia, o których chciałbym wspomnieć.

Pierwsze: zostałem podwójnym "dziadkiem". Mam dwóch nowych wnuków, Samuela i Michała; czyli rodzina mi się powiększyła. Jurczyki na mnie naciskali, abym postarał się im o chłopaków. Nie chcieli czekać 9 miesięcy, więc poprosiłem siostrę Edytę, i są od razu. Mają oni jeszcze 11-letnią siostrę Audrie, którą wzięła do adopcji znana niektórym Ewa. Jak ktoś nie zna, to pokazuję na zdjęciu. Ewa pisze, że u nich 28 stopni. Nie może być! W Europie cieplej niż w Afryce? Świat się przewrócił do góry nogami.

Drugie wydarzenie to ślub cywilny (na razie) Klementyny i Fryderyka. Pisałem już wcześniej o nich. Nie stać ich było na ślub. A tak się składa, że mnie stać było na to, aby im pomóc. Teraz przez dwa miesiące będą przygotowywani przez wyznaczonego już im księdza, i potem ślub w kościele. Zapraszam was na wesele.

W Kamerunie śluby są dwojakiego rodzaju: monogamiczne I poligamiczne. Nowożeńcy, każdy z osobna, decyduje jakie zawiera małżeństwo. W tym przypadku była decyzja z obu stron, że decydują się na małżeństwo  monogamiczne. Po takiej decyzji nowożeńcow była burza oklasków. W ogóle, to oni potrafią się cieszyć. Byliśmy przez krótki moment w ich mieszkaniu i jak widać, radość była ogromna.

(ilustracje pojawią się w terminie późniejszym)

Zmieniony: środa, 17 października 2018 23:42
 
Blog Staszka - 2018.10.12: Schudłem PDF Drukuj Email
Blog Staszka
środa, 17 października 2018 23:31

Schudłem w pierwszym miesiącu 7 kg, czyli wróciłem do mojej standardowej wagi, którą miałem prawie całe dorosłe życie. Siostry się tym zmartwiły. I teraz pilnują, abym przypadkiem nie pracował w porze sjesty, czyli od 13.30 do 15.00.

 
Blog Staszka - 2018.10.11: Finanse, ale nie tylko PDF Drukuj Email
Blog Staszka
środa, 17 października 2018 23:24

Dzisiaj chciałbym zdać relację z wpłat za miesiąc sierpień i wrzesień, na naszą szkołę w Nkoum. A także pokażę parę zdjęć z karmienia dzieci. Będzie to radość dla tych, którzy się do tego dokładają.

Zmieniony: czwartek, 18 października 2018 20:16
Więcej…
 
Blog Staszka - 2018.10.06: Drogi, czyn społeczny i przyroda PDF Drukuj Email
Blog Staszka
sobota, 06 października 2018 19:29

Grota Matki Bożej. "Zdrowaś Mario" jest tam napisane w sześciu językach - w tym po polsku.

IMG-20181006-WA0028

IMG-20181006-WA0022IMG-20181006-WA0023

IMG-20181006-WA0024IMG-20181006-WA0025

IMG-20181006-WA0026IMG-20181006-WA0027

...

Zmieniony: środa, 17 października 2018 23:44
Więcej…
 
Blog Staszka - 2018.10.03: Porażki i sukcesy PDF Drukuj Email
Blog Staszka
sobota, 06 października 2018 14:31

Pozdrawiam z gorącej Afryki. Dzięki wsparciu mojego zięcia Krzysia, tekst ten piszę już z komputera, a zdjęcia dołączam z komórki. To bardzo ułatwia pisanie i myślę, że nie pojawią się już "głupie podpowiedzi ze smartfona".

Miałem zamiar dzisiaj napisać o zbiorniku wodnym, który udało się naprawić. Ale żeby nie było, że odnoszę tylko same sukcesy (bo tak to z waszej strony wygląda i wg mojej rodziny bawię się tutaj w Mc Gayvera), to najpierw parę (nie wszystkie) przykładów: czego mi się nie udało zrobić.

Dostałem do naprawy rzeźbę w dwóch częściach, a po mojej naprawie jest w trzech częściach. Jest to rzeźba przedstawiająca kobietę w ciąży, z dzbanem na głowie. Dzban jest ciężki, a ręce kobiety "słabe". Widocznie użyłem nie takiego kleju, jak trzeba. Ta naprawa ma niski priorytet i nadal nad nią rozmyślam.

IMG-20181003-WA0003IMG-20181003-WA0001

Dostałem do rozpoznania ten gadżet. Siostra przełożona używała go, jak była w Kanadzie, do korzystania z internetu. Sam nie dałem rady, ale pomógł mi mój zięć Krzysiu. Jest to urządzenie, które podłączone przez USB do komputera, w którym jest internet, staje się routerem bezprzewodowym dla innych odbiorców. Czyli u nas się nie przyda. Tutaj jest odwrotnie. Z telefonu każdy indywidualnie robi sobie routera, i wtedy ma internet w swoim komputerze.

IMG-20181003-WA0002

To jest rzutnik do komputera, o którym już wcześniej wspominałem. Siostra liczyła na to, że go naprawię, ale się nie udało. Ale ponieważ zbieracie pieniążki na nowy rzutnik (już go kupiliśmy) to mniej więcej jest tak, jakbym go naprawił :)

IMG-20181003-WA0004

Tą książkę dostałem od księdza biskupa do przeczytania. Niestety, nie daję rady. Co wezmę ją do ręki wieczorem, to mi wypada. Nie wiem, jak to interpretować. Miejmy nadzieję, że dlatego że jestem zmęczony i zasypiam. Książka - zdaniem biskupa - budzi ludzi z nieświadomości i burzy schematy myślenia na temat działania szatana. Pozwala odkryć jak działają siły, które niszczą nasze życie.

IMG-20181003-WA0000

Dzięki za wsparcie. Mam nadzieję, że to nie "czary". Tutaj czarownicy robią całkiem niezły biznes. Wielu ludzi idzie najpierw do księdza, aby np. uzdrowił z choroby, a jeśli to nie następuje - to udaje się do czarownika i tam płaci sporo kasy.

Tę książkę dostałem do przestudiowania, aby dowiedzieć się więcej o Kamerunie. A obejrzałem do tej pory kilka obrazków.

IMG-20181003-WA0010

IMG-20181003-WA0006IMG-20181003-WA0009

IMG-20181003-WA0007IMG-20181003-WA0008

Tego aniołka skleiłem wczoraj z/w na wspomnienie aniołów stróżów, ale na wszelki wypadek jeszcze nie próbowałem go podnieść.

IMG-20181003-WA0005

W tym tygodniu modlimy się w kaplicy tylko we dwoje z s. Edytą, także modlitwy są po polsku. Hurra, bo nie jestem do końca pewien, czy Pan Bóg rozumie gdy modlę się po francusku. :) Siostra Anna, wraz z dwoma postulantkami, poleciała do Tanzanii na dwa miesiące. A siostra Anna jest w Yaounde i dzisiaj wraca z s. Małgorzatą, która wraca z urlopu i miejmy nadzieję, dostarczy nam mnóstwo rzeczy i informacji z Warszawy, na które czekamy (153 filmy od Maćka Prochowskiego, grzałka do bojlera od Wojtka Osińskiego, wpłaty na ławki i rzutnik do szkoły, dla mnie też nowa kasa, itp).

Oto młoda para, która w przeciągu dwóch miesięcy weźmie ślub kościelny (mają już 8 dzieci i od 22 lat są niby małżeństwem). Od wczoraj zaczęli załatwiać formalności w urzędzie miasta i w parafii. Są z tego powodu bardzo szczęśliwi. Szkoda, że tego nie widzieliście, jak płakali z radości. Ja też.

IMG-20181003-WA0011

Wczoraj "byłem" w biurze Orbis na ulicy Piłsudskiego we Wrocławiu i dowiedziałem się, że bilet powrotny mogę przesunąć na inny termin najpóźniej na 3 godziny przed odlotem samolotu. Sorry, że do was nie wpadłem, ale nie miałem czasu :)

To dobra wiadomość, bo pierwsza próba przedłużenia wizy nie udała się. Mam zwrócić się ponownie w przedostatni dzień ważności wizy, tzn. 6 listopada - czyli w dzień wylotu do Polski. Jak dostanę wizę do godz 16.00, to będę w stanie przebukować bilet i zostaję na kolejne 3 miesiące, a jak nie dostanę - to na lotnisko i do domu.

Pozostaje jeszcze jedna opcja. Mogę zostać tu i poprosić o azyl polityczny. Podobno w Polsce nie ma demokracji, wiec jakieś szanse mam :)

Dzisiaj rano musiałem udać się na strych i naprawić przeciek wody z rurki.

IMG-20181003-WA0012IMG-20181003-WA0013

To, co przy okazji zobaczyłem odnośnie instalacji elektrycznej, budzi grozę.

IMG-20181003-WA0014IMG-20181003-WA0015

IMG-20181003-WA0016IMG-20181003-WA0017

IMG-20181003-WA0018IMG-20181003-WA0019

Pendrive z filmami oraz grzałka do bojlera są już u mnie. Wielkie dzięki Wojtkowi i Maćkowi.

IMG-20181004-WA0000

Zmieniony: sobota, 06 października 2018 15:27
 
Blog Staszka - 2018.10.01: Kościół, kaplica i rodzina PDF Drukuj Email
Blog Staszka
środa, 03 października 2018 21:58

Wczoraj była niedziela, a więc Eucharystia. Są dwie możliwości: w wersji polskiej, w kaplicy u biskupa, lub w wersji afrykańskiej, w katedrze. Ja wybrałem katedrę. Tym razem pierwszy fragment, w trochę innym niż zazwyczaj stylu, a drugi typowy - na balafonach.

I jeszcze fragment modlitwy - ale już w naszej kaplicy, na zakończenie dnia o 18.00. Modlitwa Nieszporami oraz dodatkowymi modlitwami  specjalnymi dla sióstr pallotynek, co drugi dzień rozpoczyna się półgodzinną adoracją w ciszy. Co drugi dzień, zamiast adoracji jest różaniec. Bardzo lubię ten czas. Trwa to w sumie ok. 50 min.

I wersja modlitwy w ciszy, gdy na zewnątrz pada deszcz.

Kasia wspomniała niedawno, abym opisał inne zwyczaje, jakie tutaj panują. Przymierzam się do opisania tematu rodziny w Kamerunie. Nie wygląda to dobrze z naszego punktu widzenia. Ciągle zbieram informacje. Temat jest skomplikowany. U nas chrześcijaństwo trwa już przeszło tysiąc lat, tutaj natomiast dopiero od stu lat. Tym razem tylko wspomnę o jednym zwyczaju, który utrudnia zawarcie ślubu kościelnego przez "młodych" tak, że czasami zawierają ślub dopiero gdy są już "starzy" i mają po kilkanaścioro dzieci. Nasza Pani Agnieszka (która pracuje u sióstr, o której już wspominałem poprzedniej niedzieli, że jest parą rejonową tutejszego "Domowego Kościoła") ma siostrę, która ma ósemkę dzieci i jeszcze nie mają ze sobą ślubu. Siostry pomogły tej rodzinie wybudować dom. Troje kolejnych dzieci z tej rodziny, ktoś z was przyjmie do adopcji. Tą sprawą zajmuje się ze strony PP nasza Tereska. Rodzina ta nie ma do tej pory ślubu kościelnego, a jedyną przeszkodą jest brak środków finansowych, aby małżonek wykupił żonę od jej klanu rodzinnego. A ta stawia warunki finansowe - dla niego niemożliwe do spełnienia.

Właściwie są dwa warunki, aby poślubić kobietę. Mężczyzna musi mieć kasę, aby wybudować dla niej dom - i drugi, to zapłacić tzw. "dot". Listę, co taki dot zawiera dla tej konkretnej rodziny, postaram się zdobyć od Pani Agnieszki. Kwota opiewa na ponad milion franków. Wszystkie dzieci są ochrzczone, jednak sami rodzice nie mogą przystępować do sakramentów, bo wg nauki Kościoła żyją w grzechu. Bardzo nad tym ubolewają. Niektóre "doty" dochodzą do kilku milionów. Milion franków to na nasze pieniądze tylko 6,5 tys zł. Gdy tylko dowiedziałem się o tym zwyczaju, postanowiłem tej konkretnie rodzinie sfinansować "dot" i mam nadzieję, że zanim stąd wyjadę, być może będę na ich ślubie. Myślę, że moglibyśmy ten temat wziąć sobie do serca i pomóc wielu rodzinom w Kamerunie zawrzeć ślub kościelny, poprzez wsparcie finansowe. Siostry mają dobre rozeznanie, które rodziny zasługują na takie wsparcie.

IMG-20181002-WA0008Poniżej zdjęcia niektórych członków tej rodziny. Ojciec z dwoma najstarszymi córkami. Dzięki adopcji, obie skończyły szkoły średnie i dodatkowe kursy lekarskie. Są bardzo zdolne i pracowite. U sióstr pracowały przy porządkowaniu terenu wokół domu przez kilka dni, aby zarobić pieniądze dla rodzeństwa młodszego na wrześniowe opłaty szkolne.

 IMG-20181002-WA0014

 

 

 

Zdjęcie matki. Zarówno Pani Agnieszka, jak i jej siostra, pochodzą z plemienia Pigmejów, są więc niskiego wzrostu.

 

 

 

I jeszcze trochę rodzinnych filmów i zdjęć.

IMG-20181002-WA0012IMG-20181002-WA0013

IMG-20181002-WA0011

Zmieniony: sobota, 06 października 2018 15:28
 
Blog Staszka - 2018.09.28: Szkoła, lampy i zwyczaje pogrzebowe PDF Drukuj Email
Blog Staszka
sobota, 29 września 2018 14:59

Coraz więcej rodziców orientuje się, że rozpoczął się nowy rok szkolny. Z terminowoscią tutaj ludzie mają pewien problem. Trzeciego września w pierwszy dzień szkoły w każdej kolumnie (klasie) w szkole w Nkoum stało od 4 do 8 dzieci. Dzisiaj - jak widać na filmie - jest już znacznie więcej, ale to jeszcze nie są wszystkie. Klasy liczą po ponad 40 uczniów. Parę dni temu, jak jechaliśmy do szkoły, kilkoro uczniów jeszcze biegało po wiosce. Poznać ich łatwo po specyficznym mundurku, w jaki szkoła wyposaża ucznia. Siostra zatrzymała się i zapytała, dlaczego nie są w szkole. Odpowiedzieli, że rodzice jeszcze ich nie zapisali na ten rok.

IMG-20180929-WA0000

 

Jest jeszcze jeden temat związany ze szkołą. To brak światła i w związku z tym warunków do nauki. Dzieci kończą zajęcia o 15.00. Do domu niektóre mają parę kilometrów. Jednym z podstawowych obowiązków dzieci jest codziennie zaopatrzenie rodziny w wodę. Tutaj w Doume widać, jak idą całymi tabunami do ujęcia wody, które wybudował dla miasta biskup, i noszą na głowach pojemniki z wodą. To zajmuje im  trochę czasu. O godzinie 18.00 zapada noc. Jeśli nie ma prądu, to pozostaje nauka w nocy przy lampie solarnej albo naftowej. Do poruszenia tego tematu sprowokowała mnie sytuacja, jaka miała miejsce dzisiaj. Przyszła do sióstr pani z prośbą o pieniądze na naftę, bo trójka jej dzieci nie ma jak odrobić lekcji. A nie udało jej się sprzedać dzisiaj produktów z pola, aby uzyskać pieniądze. Otrzymała pomoc.

Pomoc każdemu dziecku w szkole w Nkoum w zakupie lampy solarnej to kolejne marzenie siostry Hanny. W zeszłym roku zgłosiła ten projekt do organizacji charytatywnej w Niemczech. Został nakręcony film pokazujący potrzebę posiadania lamp przez rodzinę (poniżej). Na koniec tego filmu dzieci mówią, że często nie na prądu w wiosce i potrzebują lampy, aby mogły się uczyć. Zdjęcie takiej lampy obok. Lampa kosztuje 6500 FCA (43 zł).

W szkole w Nkoum w zeszłym roku bylo 250 dzieci. To daje sumę ok. 11 tys. zł. W tym roku jeszcze nie wszystkie dzieci są zapisane. Podpytam siostrę, ile już ma funduszy na ten cel z akcji prowadzonej w zeszłym roku.

Dzisiaj siostra Hanna jako dyrektorka administracyjna szkoły jest poza Doume na pogrzebie wysokiego urzędnika d/s edukacji przy naszym biskupie. Mieszkał w Doume, ale pogrzeb zgodnie z tutejszą tradycją odbywa w miejscowości, gdzie zmarły się urodził, a więc 75 km od Doume w Gemendeluce. Tutaj nie ma cmentarzy. Ludzi chowa się na podwórku przed domem. Nazywał się Arno, miał 40 lat i zmarł na zawał serca 28 sierpnia, a więc prawie miesiąc temu. Pozostawił żonę i kilkoro dzieci. Byliśmy z siostrami ich odwiedzić i zgodnie z tradycją pocieszyć i wspomóc finansowo. Żona zmarłego do czasu pogrzebu leży w pokoju na materacu na podłodze i przyjmuje od przyjaciół wyrazy współczucia. Zmarły był bardzo cenionym przez biskupa pracownikiem. Właściwie nie ma osoby, która mogłaby go zastąpić.

Tutaj wytworzyła się taka nowa tradycja, aby ludzi przed pochowaniem długo trzymać w lodówce. Im ważniejsza osoba, tym trzyma się dłużej. Koszt przechowania ciała przez jeden dzień wynosi 10000 FCA. Cała szeroka rodzina (klan) się na to składa, a nawet zapożycza. Trudno to zrozumieć. Od czasu jak tu jestem w Doume odbyło się już kilka pogrzebów. Pogrzeby odbywają się na wesoło z muzyką z nagłośnieniem na całe miasto i tańcami. Ja to odbieram jakby była gdzieś niedaleko dyskoteka. Oni jednak podobno rozróżniają muzykę wesołą od pogrzebowej. Ceremonia pogrzebowa zaczyna się w piątek po południu i trwa całą noc do soboty do 14.00. Przed pochowaniem w sobotę rano odbywa się jakby publiczny sąd nad rodziną, w której zmarły żył. Rodzina, z której zmarły w pochodzi, sprawdza, kto czy co jest powodem śmierci. Jeśli nie udokumentuje się, że zrobiło się wszystko, aby zmarłego uratować, to w konsekwencji rodzina ta mści się na winnych ich zdaniem śmierci. Najczęściej są to potem podtrucia. W tym przypadku nie będzie żadnego problemu, bo zmarły umarł w szpitalu i są na to kwity, że go ratowano.

Zmieniony: sobota, 29 września 2018 15:55
 
Blog Staszka - 2018.09.27: Czapki, prąd, cukierki i formuła F1 PDF Drukuj Email
Blog Staszka
czwartek, 27 września 2018 22:10

W ciągu ostatnich trzech dni miałem sporo pracy aż do późnych godzin nocnych - nie byłem już w stanie nic napisać. Korzystając z tego, że dzisiaj wcześniej się obudziłem, wrzucę kilka zdjęć z wizyty w dwu szkołach podstawowych prowadzonych przez siostry pallotynki.

W szkole w Nkoum siostra rozdała dzieciom czapki, które wykonuje pewna Pani z Polski. Chcieliśmy nagrać dla niej w ramach podziękowania film jak dzieci otrzymują te czapki.

IMG-20180927-WA0000IMG-20180927-WA0004

IMG-20180927-WA0005IMG-20180927-WA0006

IMG-20180927-WA0007IMG-20180927-WA0008

W drugiej szkole, na miejscu w Doume, byliśmy aby nagrać piosenkę, którą dzieci śpiewają w ramach podziękowania dla pewnej Pani z Francji, która jest jedną z darczyńców na rzecz tej szkoły. Gdy przyszliśmy, była przerwa i nauczycielka chciała zebrać tylko kilkoro dzieci do małego chóru, ale prawie wszystkie dzieci chciały śpiewać.

 

IMG-20180927-WA0013

 

 

Moje prace z tego tygodnia to m.in. przeróbka instalacji elektrycznej. Stan przed przeróbką na zdjęciu. Gdy tu przyjechałem w sierpniu, to pierwsze co zrobiłem to zaizolowałem przewody elektryczne (srebrna taśma), bo były na wierzchu gołe połączenia elektryczne. co w razie dotknięcia groziło porażeniem.

IMG-20180927-WA0014

 

Stan po przeróbce. Wszystko jest schowane w skrzynce i jest bezpiecznie.

W środku skrzynki znajdują się dwa przekaźniki, które automatycznie przełączają zasilanie na tańsze miejskie (której jest rzadko i nie wiadomo kiedy) z zasilania z tzw. grupy, czyli z agregatu prądotwórczego u biskupa, który jest mocny i mógłby zasilić połowę miasta, ale jest trzy razy droższy od miejskiego ze względu na koszt paliwa. Zasilanie od biskupa jest w ścisle określonych godzinach i to już pozwala zaplanować pewne pracę wymagające prądu o dużej mocy (takiego wymagają pralki automatyczne, żelazka, zamrażarki, lodówki, pompy wodne, bojlery w lazienkach). Poza tym w godzinach, kiedy nie ma ani zasilania z miasta ani od biskupa, wtedy włączamy ręcznie nasze wlasne tzw. plagi (solary na dachu), które dają prąd wytwarzany ze światła, ale o ograniczonej mocy. Te solary właśnie udało się nam naprawić. W ten sposób mamy prąd przez 24 h na dobę. Problemem jest teraz nauczyć siostry, jak go używać, aby z jednej strony ograniczyć koszty energii, które są ogromne, a z drugiej strony nie zniszczyć solarów przez obciążenie ich niedopuszczalną mocą (co się zdarzyło w przeszłości). Dlatego zamontowałem dodatkową kontrolkę, która informuje, kiedy jest najtańszy prąd, aby wtedy robić pranie, prasowanie i włączać bojlery w łazienkach. To, że jest dostawa prądu z miasta czy od biskupa nie oznacza, że jest on we wszystkich gniazdkach w domu. Jest tylko w niektórych. W kuchni przy falowniku znajduje się dodatkowy przełącznik, który ustawia zasilanie albo własne albo obce. Jeśli on jest ustawiony na własne, to nawet jeśli jest zasilanie z miasta, to w określonych gwiazdkach jest zasilanie własne. Wtedy włączenie odbiornika o dużej mocy może zniszczyć solary. Na całą instalację elektryczną nie ma żadnej dokumentacji. W Afryce się tego nie praktykuje. Rozpoznanie jak to działa zajęło mi trochę czasu ale, jak widać, nie jest to bardzo skomplikowane - :). Mam nadzieję, że dla was jest to wszystko jasne -:), bo dla sióstr jak na razie nie za bardzo... Ale widzę już postępy.

Byłem dzisiaj w szkole w Nkoum. Była przerwa. Nie wiem ma czym polega ta zabawa dzieci, ale domyślam się, że chodzi o to żeby wystawić tą samą nogę?

IMG-20180927-WA0016

 

Wczoraj dostaliśmy (s. Hanna) paczkę z Polski. Było w niej trochę słodyczy i zabawek dla dzieci oraz żywności dla sióstr.

Paczkę przysłała pewna rodzina z Poznania przypadkowo spotkana w pociągu w czasie jej urlopu w Polsce.

Cześć słodką paczki rozdaliśmy z pomocą nauczycieli dzisiaj w szkole w Nkoum. Gdy tylko dzieci zobaczyły, że mamy cukierki, rzuciły się w naszą stronę. Padła komenda "kucnij" i wtedy nauczyciele podeszli do każdego dziecka i dali po cukierku.

 

 

Gdyby ktoś chciał zobaczyć, jak rozdajemy z jego paczki cukierki dzieciom w szkole w Nkoum, to jest teraz jedyna okazja póki tu jestem. - :) Mogę nawet zrobić zbliżenie na cukierek na języku dziecka i zapowiedziec po francusku, od kogo są te słodycze (nie żartuję).

IMG-20180927-WA0017Wpadła do nas na chwilę pani Ewa z Bertoua. Jedzie do stolicy Yaounde odebrać kogoś z lotniska. Jest to osoba wielce zasłużona dla misji. Dostała w Polsce odznaczenie od prezydenta Dudy. Przyjechała do Kamerunu w 1987 jako jeden z pięciu świeckich wolontariuszy i jako jedyna pozostała tu na stałe widząc ogrom potrzeb i pracy do wykonania. Znalazła sponsorów i założyła szkołę dla dzieci upośledzonych. Do jej szkoły zawiezliśmy Vasti i Etienna.

IMG-20180927-WA0018

 

Obrazek z podwórka. Samochód (bolid Formuły 1). Przynajmniej ustawienia takiego bolida robi się szybko - :).

Musiałem przyjechać do Kamerunu, aby dowiedzieć się, że  konserwy rybne po opróżnieniu mogą się jeszcze na coś przydać. Powiedzenie, że  podróże kształcą, naprawdę jest słuszne.

Zmieniony: czwartek, 27 września 2018 23:28
 
Blog Staszka - 2018.09.23: Msza PDF Drukuj Email
Blog Staszka
niedziela, 23 września 2018 22:28

Pozdrawiam i przesyłam kilka zdjęć z dzisiejszej liturgii.

IMG-20180923-WA0011Budynek z zewnątrz nie wygląda na kościół. Raczej "Mizerna cicha stajenka licha". Ale w takim biednym miejscu narodził się też Jezus.

Dzisiejsza modlitwa trwała trzy i pół godziny, bo dwie wspólnoty rozpoczynały nowy rok formacji i z tej okazji były dodatkowe modlitwy zakończone błogosła- wieństwem. Pierwsza wspólnota to L'equipe Notre Dame czyli polski Domowy Kościół", a druga to "chór parafialny", który po przerwie wznowił działalność.

 

Rozpoczyna się Msza.

Radość w kościele wyraża się śpiewem i tańcem i jest znacznie większa niż u nas. Dla przykładu zbieranie tacy do trzech koszyków (dzieci, kobiety, mężczyźni) oraz dary ofiarne.

Komunia Święta tutaj wszędzie jest na rękę.

"Les Equipes de Notre Dame" na zakończenie Mszy Świętej odnowili swoje przyrzeczenia, a następnie ksiądz zachęcił nowe pary do wstąpienia do ruchu. Nasza Pani Agnieszka, która pracuje u sióstr wraz ze swoim mężem, są parą rejonową (ubrani w jednakowy strój na czerwono).

Po Mszy Świętej s. Anna (ta, która usłyszała wewnętrzny głos, aby mi tłumaczyć homilie) zapoznała mnie z kilkoma rodzinami z kręgów. Parę lat  temu była opiekunem duchowym kręgu składającego się z 12 par.

IMG-20180925-WA0000IMG-20180925-WA0001

IMG-20180925-WA0002

IMG-20180925-WA0003IMG-20180925-WA0004

IMG-20180925-WA0005IMG-20180925-WA0006

Przy końcu tego filmiku p. Agnieszka zaprosiła nas (na migi) na poczęstunek.

Na zakończenie spotkania zostałem poproszony o kilka zdań o naszym "Domowym Kościele" w Polsce. Siostra Anna powiedziała im, że też należałem do tego ruchu przez 20 lat. Ja, który w kraju boję się otworzyć usta przed publicznością, tutaj niemal przymuszony przez siostrę musiałem coś im powiedzieć - do tego po angielsku. To był kolejny cud związany z moim pobytem w Afryce, ale zdarzył się on mam nadzieję tylko raz.

Zmieniony: wtorek, 25 września 2018 23:34
 
Blog Staszka - 2018.09.21: Moje prace, Józef, wózek inwalidzki, stolica PDF Drukuj Email
Blog Staszka
niedziela, 23 września 2018 19:04

Była krótka przerwa z mojej strony. Wyjechałem z miasta Doume na wieś Nkol-Avolo odległą o ok. 230 km i tam z internetem było gorzej. Jeszcze raz dziękuję za życzenia imieninowe tym, którym jeszcze nie podziękowałem.

Tutaj do Nkol-Avolo przyjechałem głównie po to, aby naprawić dwie rzeczy. Po pierwsze agregat prądotwórczy, który służy do zasilania pompy wody dla misji i najbliższej okolicy (szkoła, przedszkole, parafia, ośrodek zdrowia) wyłączał się po 30 minutach pracy. To za krótki czas, aby napełnić cały zbiornik wody, no i zaniepokoiło to siostry - dlaczego tak się dzieje. Tę usterkę udało się usunąć.

Po drugie w kuchni zacięły się siostrom trzy szuflady z narzędziami do gotowania. Zawsze ciężko się wysuwały, a teraz w porze mokrej całkowicie się zablokowały. Jedna z sióstr, Anita, ta, z którą leciałem razem do Kamerunu, to taka "kruszynka", że nie miała żadnych szans, aby otworzyć te szuflady. Czasami razem z drugą siostrą razem się zapierały i bywało, że razem z szufladą lądowały na podłodze na środku kuchni. To także udało się naprawić, chociaż wymagało sporo wysiłku, bo szuflady pamiętały pierwszą wojnę światową i czego się nie dotknąłem, to się rozlatywalo. Niektóre elementy szafki musiałem wykonać od nowa.

Ponadplanowo w trzech pokojach wykonałem dla sióstr drewniane skrytki na drogie rzeczy (np. pieniądze) w takich miejscach, do których złodzieje nie zaglądają. Zdarzają się czasami kradzieże pieniędzy na misjach. Tutaj w Nkol-Avolo także miało to miejsce kilka lat temu.

IMG-20180921-WA0011Do s. Edyty każdego popołudnia zgłaszały się całe tabuny ludzi, jej starzy i młodzi znajomi. Poniżej rodzina nauczycielska składająca w się z rodziców i 13 dzieci, z tego tylko 5 swoich. Reszta to 7 dzieci przejętych po śmierci dwóch sióstr nauczyciela i jedno dziecko obce. Tutaj dzieci po śmierci rodziców nie pozostają bez opieki. Przejmuje je najbliższa rodzina.

IMG-20180921-WA0010

 

 

Ta pani urodziła 17 dzieci. Żyje tylko czworo. Na zdjęciu jest ze swoją wnuczką, którą adoptuje pewna Pani z Warszawy. Na zdjęciu dziewczynka jest przebrana w sukienkę, jaką jej przywieźliśmy od tej Pani. Dostała także telefon z wgranymi zdjęciami rodziny adoptującej.

IMG-20180921-WA0039

 

 

 

A to jest Józef - adoptowany syn mojej najmłodszej siostry.

 

 

Na zdjęciach poniżej na wózku inwalidzkim 9 letnia dziewczynka, chora od urodzenia. Siostry zajęły się jej leczeniem, kupiły wózek. Efekty leczenia są imponujące. Jeszcze przez miesiąc powinna była mieć rehabilitacje. Ale wysłali ją do domu z powodu walk w części zachodniej kraju.

IMG-20180921-WA0027IMG-20180921-WA0026

IMG-20180921-WA0001IMG-20180921-WA0028

IMG-20180921-WA0040

W Nkol-Avolo są przepiękne zachody słońca. Każdego dnia robię po kilkanaście zdjęć.

IMG-20180921-WA0013IMG-20180921-WA0020

IMG-20180921-WA0022IMG-20180921-WA0029

IMG-20180921-WA0030IMG-20180921-WA0038

Od grudnia 2017 roku na misji jest światło. Jest to dzieło s. Edyty, a właściwie ludzi, którzy wyłożyli kasę. Tak się "przypadkowo" złożyło, że w szpitalu rehabilitacyjnym w Polsce, w którym s. Edyta była po operacji wszczepienia protezy kolana, był taki zestaw ludzi,  który się skrzyknął i złożył na to dzieło. A koszt był niemały bo wyniósł 70 tys zł. Ludzie jak się dowiedzieli, że wśród nich jest misjonarka z Afryki, która żyje w dżungli w małej wiosce bez światła, stanęli na głowie i poruszyli swoich znajomych i zebrali potrzebną sumę pieniędzy.

IMG-20180921-WA0033IMG-20180921-WA0037

Jednego dnia odwiedziliśmy maluchy z przedszkola. Mieliśmy dla nich trochę zabawek. Chłopaki jak zobaczyli samochody to rzucili się do przodu, ale nauczyciele ich powstrzymali. Dostaną do zabawy tylko niektórzy.

IMG-20180921-WA0008IMG-20180921-WA0007

 

 

Jeszcze jeden przykład jak można sprawić radość dzieciom
i rodzicom.

 

Wczoraj przyjechaliśmy do stolicy kraju Yaoundé zrobić zakupy nowych świetlówek energooszczędnych i innych artykułów technicznych potrzebnych zarówno do szkoły w Nkoum, jak naszej misji w Doume. Tutaj jest tak, że niektóre rzadkie artykuły są dostępne tylko w stolicy. W stolicy są nawet wieżowce. Tam jest centrum Misyjne Mvolje.

IMG-20180921-WA0044IMG-20180921-WA0045

IMG-20180921-WA0046IMG-20180921-WA0047

IMG-20180921-WA0048IMG-20180921-WA0049

Wieczorem w porze deszczowej zazwyczaj jest burza. Udało mi się zrobić kilka zdjęć.

IMG-20180921-WA0050IMG-20180921-WA0051

IMG-20180921-WA0052IMG-20180921-WA0053

IMG-20180921-WA0054IMG-20180921-WA0055

Licząc na to, że pieniądze się uzbierają, zakupiliśmy nowy rzutnik komputerowy wraz z głośnikiem do szkoły w Nkoum. Jest tak dobry obraz, że w dzień będzie można wyświetlać filmy. To ważne, bo nie trzeba będzie dodatkowo zasłaniać  drewnianych prześwitujacych ścian w "sali audiowizualnej". To jest wasz wkład w misję i bardzo się z tego cieszymy i dziękujemy.

Zmieniony: niedziela, 07 października 2018 13:54
 
Blog Staszka - 2018.09.17: Imieniny PDF Drukuj Email
Blog Staszka
wtorek, 18 września 2018 22:37

Siostry i postulantki zrobiły mi dzisiaj przed śniadaniem miłą niespodziankę.

Wszystkim baaaardzo gorąąąąąco dziękuję za życzenia. Tak naprawdę jakbym był w Polsce to imieniny obchodziłbym jutro. A ponieważ dzisiaj rano opuszczałem też moje miejsce pobytu w Doume i przeniosłem się na tydzień do wioski Nkol-Avolo, to siostry urządziły mi imieniny dzisiaj. Tutaj jeszcze nie wiem co dokładnie, ale czekają na mnie jakieś nowe wyzwania. W Afryce imieniny bez tańca nie byłyby ważne.

Przedszkolaki powracające do domu. Taki obrazek tutaj to norma.

IMG-20180918-WA0000

Zmieniony: wtorek, 18 września 2018 23:40
 
Blog Staszka - 2018.09.15: Święto Podwyższenia Krzyża PDF Drukuj Email
Blog Staszka
sobota, 15 września 2018 21:19

Święto Podwyższenia Krzyża. Różaniec o 15.30, a potem Msza Święta pod ogromnym krzyżem wybudowanym jako dar wdzięczności dla darczyńców. Tutaj jest luźne podejście do czasu, więc nabożeństwo zaczęło się o 16tej.

Wkrótce zaczął padać deszcz i przenieśliśmy się do kaplicy obok.

Zmieniony: niedziela, 16 września 2018 14:32
 
Blog Staszka - 2018.09.09: Kampania wyborcza PDF Drukuj Email
Blog Staszka
niedziela, 23 września 2018 15:29

IMG-20180909-WA0012

 

 

Dzisiaj wybieram się na mszę o godz 9.00 do kościoła, który widzicie na zdjęciu. Po prawej stronie kościół, po lewej plebania. Tu Pan Jezus mieszka nadal w warunkach podobnych w jakich się urodził. Jestem ciekawy wnętrza.

 

Witaj Europo, witaj wyższa cywilizacjo, czy  wy zdajecie sobie sprawę, w jakim wy żyjecie dobrobycie? -:) Tutaj nie jest tak fajnie jak w Polsce. Postanowiłem to zmienić. 7 października są tutaj wybory i zamierzam wystartować w nich na "Naczelnego Wodza Kamerunu". Na razie kupuję głosy cukierkami. Jak wygram to tu zostaję. Co wy na to? - :)

IMG-20180909-WA0020IMG-20180909-WA0021

IMG-20180909-WA0022IMG-20180909-WA0023

IMG-20180909-WA0024IMG-20180909-WA0025

IMG-20180909-WA0026IMG-20180909-WA0027

IMG-20180909-WA0029IMG-20180909-WA0030

IMG-20180909-WA0031IMG-20180909-WA0032

IMG-20180909-WA0033

Zmieniony: niedziela, 23 września 2018 15:53
 
Blog Staszka - 2018.09.08: Pora deszczowa PDF Drukuj Email
Blog Staszka
niedziela, 23 września 2018 15:15

W Kamerunie zaczęła się pora deszczowa. Nie ma tu czterech pór roku, jest tylko pora sucha i mokra.  Słońce wschodzi o 6 rano i zachodzi o 6 wieczorem. Ze względu  na odległość od równika czas  wschodu i zachodu zmienia sie o kilka minut w ciagu calego roku.  W Polsce czas obecnie wyprzedza tutejszy czas  o 1 godzinę. Jak przejdziecie na czas zimowy to będzie wtedy tak samo. Caly Kamerun jest koloru kakao. Także jak pada  deszcz to płynie kolorowa woda.

Zajrzałem przed chwilą do kaplicy. Jest tam jeszcze siostra przełożona, która modli się na różańcu. Powiedziała mi, że modli się za wszystkich darczyńców.

Zmieniony: niedziela, 23 września 2018 15:53
 
Blog Staszka - 2018.09.06: Danielle, pan Manuel PDF Drukuj Email
Blog Staszka
niedziela, 16 września 2018 18:15

IMG-20180906-WA0000

IMG-20180906-WA0001

To jest Danielle, lat 18, studentka pierwszego roku prawa na uniwersytecie w Yaounde filia w Bertuoa. Adoptuje ją moja siostra. Od tego spotkania codzienie smsujemy ze sobą wcześnie rano i późnym wieczorem po kilkanaście minut. Poznaję jej rodzinę, rodzeństwo, jej marzenia niemożliwe do spełnienia w Kamerunie. Jaka szkoda,  że tutaj ludzie mają tak małe szanse na rozwój.

I Danielle po niedzielnej Mszy w katedrze.

IMG-20180906-WA0004Mam już trochę znajomych tutaj. Pierwszy na lewo ode mnie to mąż p. Agnieszki, która pracuje u sióstr jako pomoc we wszelkich pracach. Mają ósemkę dzieci w wieku szkolnym, jeden syn jest klerykiem w tutejszym seminarium. Zapis dzieci do szkoły, 30 tys. od osoby w szkole podstawowej i 50 tys. w szkole średniej - to duże wyzwanie pomimo, iż oboje rodzice pracują. Pani Agnieszka zarabia 42 tys. na miesiąc, czyli ok. 270 zł. Tyle w Kamerunie wynosi średnia pensja. Zazwyczaj zaciąga pożyczkę od sióstr na rozpoczęcie roku. W tym roku miała szczęście, bo nie musiała.

Drugi pan na lewo ode mnie to pan Manuel, kucharz biskupa. Bardzo szlachetna postać. Kiedyś byl kucharzem księdza z Polski gdzieś na prowincji. Ksiądz został powołany na urząd kanclerza u biskupa i musiał przenieść  się  do Doume. Wtedy błagał biskupa, aby mógł zabrać ze sobą swojego kucharza, bo był do niego bardzo przywiązany i biskup sie zgodził. Otóż  jak ten ksiądz kiedyś zachorował na malarię, to pan Manuel zaniósł go na plecach 30 km do najbliższego szpitala i w ten sposób uratował mu życie. Innym razem jechał razem z biskupem samochodem. Kiedy biskup dostał ataku malarii i nie był w stanie prowadzić auta, przymusił pana Manuela, aby usiadł za kierownicą. Ten się opierał, bo nie ma prawa jazdy i nie umie prowadzić, ale w końcu usiadł  i jakoś dojechali do domu.

Pan Manuel ma także ósemkę dzieci. To tutaj standard. Rodziny liczą średnio od 8 do 13 dzieci.

Pan Manuel ma ma pieńku z naszymi siostrami, bo jego kozy chodzą luzem i zjadają kwiaty przy naszej misji. Siostry zleciły mi rozwiązanie tego problemu i za niedlugo zamontuję pastucha elektrycznego. Już go buduję.

IMG-20180906-WA0005

 

 

Gdziekolwiek się nie zatrzymamy, od razu pojawia się chmara dzieci - zwłaszcza gdy zobaczą cukierki.

 

 

 

Dzisiaj jest czwartek, a jak czwartek to....  Adoracja  o 16.00 w katedrze Najświętszego Sakramentu w intencji wszystkich darczyńców misji, potem Msza o 18.30 w tej samej intencji. Przed południem mam umówione spotkanie  w szkole w Nkoum. Moja rodzina się złożyła i zainwestowała w doposażenie szkoły w brakujące ławki dla dzieci oraz zasłony bambusowe na okna. Jedziemy z  siostrą tego dopilnować.

Przed 16-tą jeszcze mam umówioną fuchę u biskupa. Trzeba wywiercić w posadzce otwór i wstawić rurkę, aby można było zablokować  skrzydła drzwi. Dlatego piszę rano, bo w ciągu dnia może nie być to możliwe. Poza tym bywają tu częste przerwy w dostawie internetu. Trwa to od paru godzin do paru dni.  Raz nie bylo internetu przez 2 dni i już moja rodzina wpadła w panikę, że nie żyję. Więc jak ktoregoś dnia nic nie napiszę, to się za bardzo nie martwcie. Pozdrawiam wszystkich z PP.

Zmieniony: niedziela, 07 października 2018 13:50
 
Blog Staszka - 2018.09.05: Vasti, Etienne, Donald, siostry karmelitanki PDF Drukuj Email
Blog Staszka
niedziela, 16 września 2018 17:38

Historia Vasti jest smutna. Jej mama urodziła ją, jak sama była jeszcze dzieckiem i nie była jeszcze na tyle fizycznie rozwinięta, aby wszystko odbyło się prawidłowo. W czasie porodu uszkodzona została głowa i to jest powód jej kalectwa. Matka ją odrzuciła, to samo zrobiła jej babcia. Zajęła się nią siostra babci. Żyje w fatalnych warunkach. W domu siedzi cały czas na łóżku bambusowym, dom bez okien. Chciało mi się płakać, jak ja kiedyś odwiedziliśmy. Jak ją siostry odkryły, to załatwiły przyjęcie do szkoły dla głuchoniemych w Bertua, mieście oddalonym o 56 km od nas. Wszystko jej opłacają, kupiły wózek inwalidzki.

Vasti w tej szkole czuje się dobrze. Nauczyła się tam myć naczynia i wielu innych prostych czynności, jak czyszczenie orzeszkow ziemnych. Ma tam masaże i tam się rozwija umysłowo i fizycznie. Na jej ustach zawsze jest radość. Szkołę prowadzi świecka misjonarka p. Zofia z Polski, która jest tu w Kamerunie od 30 lat.

Chłopczyk Etienne jest głuchoniemy od urodzenia. Też jest ciągle uśmiechnięty - jak się na niego patrzę. Mama chłopczyka Etienne pracowała przez dwa dni u nas maczetą, aby zarobić na zeszyty dla swoich dzieci.

Takimi przypadkami zajmują się siostry i na taką działalność potrzebują pieniądze. W drodze mówiłem do siostry, że to takie niesprawiedliwe, że tyle ludzi tak cierpi. Odpowiedziała, że to dla nas okazja, aby okazać im pomoc.

Dzisiaj nie dowieźliśmy dzieci do szkoły. Na 23 km w miejscowości Dimako był strajk. Było groźnie, bo jechaliśmy pomimo ostrzeżeń, ale w pewnej chwili otoczyli nas ludzie i zaczęli bić rękami po karoserii. Musieliśmy się szybko wycofać. Powodem strajku jest brak dostaw energii elektrycznej. Wszelkie objazdy zostały też zablokowane, więc wróciliśmy, bo taki strajk może potrwać dwa dni. Napis na transparencie brzmiał "Potrzebujemy tylko prądu". Ja im się wcale nie dziwię. Brak prądu to nie tylko brak oświetlenia, ale stoją wtedy zakłady pracy. Stolarz, który robił nam ławki do szkoły, pracował tylko wtedy, gdy był prąd. A włączają go nie wiadomo kiedy na parę godzin i do tego najczęściej w nocy.

W tej miejscowości Dimako są czarne siostry karmelitanki, ale nie mogliśmy do nich dojechać ze względu na strajk. W zeszłym tygodniu nocowały u nas przez dwa dni - w Doume było forum katechetyczne. Przeżyłem pewne zaskoczenie, gdy je spotkałem. Poniżej filmy ze spotkania.

Ta wyższa jest z Rwandy z plemienia Tutsi. Jej rodzina ukrywa się obecnie w Burundi. Była we Wrocławiu.

IMG-20180906-WA0002Odwiedził mnie mój adoptowany syn Donald Amougou. Ładny chłopak, ma 17 lat i w tym roku szkolnym będzie zdawał maturę. Nie powtarzał żadnej klasy, co tu jest rzadkością. Adoptowalem go gdy miał 3 latka. Mama jego była bardzo młoda jak go urodziła i zmarła w czasie porodu. Zajmuje się nim jego babcia. Chciałby zostać księdzem albo adwokatem. Jeszcze się zastanawia. Zapewniam go, że pomogę do końca spełnić jego marzenia.

IMG-20180906-WA0003Tutaj pomaga się ludziom, ale bardzo rozważnie. Nie jak podpowiada serce, ale i rozum. Od początku misjonarze nie dawali tutejszym nic za darmo. Na wszystko trzeba zapracować, bo inaczej groziłaby demoralizacja. Ale mój Donald dzisiaj dostał ode mnie wyjątkowo bez pracy kasę na zeszyty, książki i ubiór sportowy. 15 tys frankow to dla nich dużo, a dla nas drobnostka (130 zł).

Zmieniony: niedziela, 07 października 2018 13:49
 
Blog Staszka - 2018.09.04: Śluby zakonne PDF Drukuj Email
Blog Staszka
piątek, 14 września 2018 22:58

15 sierpnia 2018 byliśmy na mszy w Yaounde. Siostra Larisa po złożeniu pierwszych ślubów zakonnych  założyła habit i zostaje ogłoszona że jest już Pallotynką. Po czym przyjmuje gratulacje od przyjaciół i rodziny. W Polsce nie widziałem jak to się odbywa - ale chyba inaczej.

Na każdej mszy składa się tu dary ofiarne.

Ja podszedłem złożyć jej gratulacje, ale niestety nie tanecznym krokiem. Larise poznałem w dniu przyjazdu do Kamerunu, bo jedną noc mieszkałem w  Yaounde. Jak wszystkie nowe postulantki przechodziła formację w Tanzanii po angielsku, mogliśmy więc się dogadać.

Pieśń po przeistoczeniu w języku ewondo.

A to inny fragment mszy po francusku. Na wypadek gdyby ktoś nie zrozumiał (chociaż nie przypuszczam :)) to jest to Ojcze Nasz.

A to fragment mszy św już w naszym Doume. Jest tylko jedna msza w niedzielę i trwa 2 h 15 min.

Na koniec mszy jeszcze raz dary na rzecz Seminarium.

Jedna kobieta niosła coś na głowie. Noszenie ciężarów na głowie to sztuka, do której przyuczane są tutaj wszyscy od dziecka. Zwłaszcza kobiety robią to tak dostojnie, z taką swobodą, zachowując przy tym prostą sylwetkę, że to dla mnie mistrzostwo świata. Noszą różne rzeczy, może to być 30 litrowy kaniser z wodą, worek czymś wypełniony czy gliniane garnki jeden na drugim. Widziałem też taki obrazek, że na głowie był towar, w jednej ręce maczeta, a w drugiej smartfon.

A teraz przykład pięknej przyrody - martwej i żywej.

IMG-20180904-WA0010IMG-20180904-WA0013

Zmieniony: niedziela, 07 października 2018 13:47
 
Blog Staszka - 2018.09.03: O mnie w Kamerunie PDF Drukuj Email
Blog Staszka
wtorek, 11 września 2018 23:40

Hej, dzięki za pozdrowienia i ze  swojej strony odwzajemniam.

Prezentacja miejsca, w którym mieszkam w Doume. Ten huk na końcu to uderzenie mojej głowy w kant drzwi gdy wycofywałem się z kaplicy.

Sorry - w filmie rozjechały się obraz i dźwięk...

Do moich obowiązków należy ogólnie  mówiąc naprawianie wszystkiego co na misji jest zepsute, w tym także przypadków beznadziejnych. Są to jak do tej pory naprawy elektryczne, mechaniczne, stolarskie, hydrauliczne, woda, kanalizacja i wszelkie inne. To dziwne, ale w większości przypadków udało mi  się to wszystko naprawić. Nigdy w życiu nie miałem do czynienia z urządzeniem do wytwarzania prądu za pomocą światła, a tu udało mi się to urządzenie naprawić wymieniając jedną część za 1200 euro. To byl jeden z najpoważniejszych problemów na misji, bo prąd z miasta jest rzadko i nieregularnie. Do niektórych napraw jak np agregatu prądotwórczego do wycieku oleju musiałem zawołać miejscowego fachowca, aby wymienił oring. Przede mną drugie poważne wyzwanie to naprawienie systemu magazynowania wody deszczowej. Już mniej więcej wiem, jak to naprawić. Niestety nie zdążyłem przed porą deszczową i teraz będzie trochę trudniej, bo do naprawy potrzebuje suchy zbiornik. Pracuję też czasami na rzecz miejscowego biskupa z Polski Jana Ozgi. Naprawiłem mu jedną rzecz w jego Toyocie, a także założyłem wieczną lampkę w Katedrze. Do tej pory jej nie było i żaden miejscowy elektryk nie chciał się tego podjąć, a mi to poszło bardzo łatwo. Wygląda na to, że Pan Bóg naprawdę mi pomaga.

Odnośnie języka to sprawa  wygląda kiepsko. Uczyłem się przed wyjazdem przez 1,5 roku, ale z marnym rezultatem. Po francusku znam podstawowe modlitwy codzienne i trochę odpowiedzi z mszy świętej. Coś tam też dukam z ludźmi, ale raczej idzie to słabo. To jest rejon wschodni Kamerunu, którzy przejęli Francuzi od Niemców po przegranej pierwszej wojnie światowej i tu mówi się po francusku. Zdarza się, że ktoś zna angielski, jak np siostry nowicjuszki, wtedy nie ma większego problemu. Na pierwszej mszy świętej w tutejszej Katedrze na homilii siedziałem i nic nie rozumiałem co ksiądz mówi. Pomyślałem, Panie Boże jestem już tak stary, że nie dam rady nauczyć się tego francuskiego i siedzę tu jak na tureckim kazaniu. Spraw cud, abym rozumiał bez żadnej nauki co ten ksiądz mówi. Po chwili zawiał wiatr w kościele. Siostra Edyta, która siedziała obok mnie powiedziała, że nie będzie siedzieć w przeciągu i poszła do innej ławki. Wtedy przysunęła się do mnie siostra Anna i powiedziała, że będzie mi tłumaczyć jeśli nie mam nic przeciw. Oczywiście nie miałem i w ten sposób rozumiałem co  księdz mowi. I tak jest teraz na każdej mszy św. Wygląda na to, że Pan Bóg ma też poczucie humoru. Niestety francuskiego nadal nie znam ale rozumiem co ksiądz mówi na kazaniu.

Siostry są przeszczęśliwe, bo dowiedziały się, że chcecie je wspomóc. Potrzeby są tu tak ogromne, że trudno im zdecydować o co prosić. Ja widzę  np, że jest potrzeba kupienia rzutnika do komputera na filmy do lekcji religii. Siostry zauważyły, że obrazy bardzo przemawiają do dzieci. Obecny stary rzutnik firmy LG popsuł się. W firmie w stolicy powiedzieli mi, że nie mają już do niego lampy. Nowy tutaj kosztuje ok. 3 tys zł. Może w kraju są tańsze? Można tu wysyłać rzeczy w paczkach, idą ok 1 miesiąca. Podaję konto. Centrum Misyjne Sióstr Pallotynek ul. Wojciechowskiego 12, 02-495 Warszawa, ul 56 1240 6218 1111 0000 4618 4036 z dopiskiem na wyposażenie szkoly w Nkoum Kamerun (rzutnik s. Hanna).

Zmieniony: niedziela, 07 października 2018 13:46
 
Blog Staszka - 2018.09.02: Powrót siostry Edyty PDF Drukuj Email
Blog Staszka
wtorek, 11 września 2018 23:30

Tutaj trzeba przedefiniowac sobie pojęcie biedy. To co u nas jest nazywane biedą, tutaj jest największym luksusem.

Pomimo tej biedy urzekli mnie ludzie, których spotykam. Mój podziw wzbudza oczywiście przyroda, ale najbardziej ofiarna i odważna postawa naszych polskich misjonarek Pallotynek u których mieszkam.

Jak ich praca jest potrzebna i doceniana przez tubylców niech świadczy film z powitania siostry Edyty powracającej po prawie dwuletniej przerwie. Miała zakładane protezy na oba kolana.

Była to wioska Nkol-Avolo, do której zajechaliśmy po drodze do Doume, naszego docelowego miejsca pobytu położonego 300 km na wschod od stolicy. Przed wyjazdem siostra Edyta w tej wiosce pracowała. Dla ułatwienia dla tutejszych nazywam się "Stani" i jestem kuzynem siostry. Tak naprawdę siostra Edyta jest 'siostrą męża mojej siostry'.

Zmieniony: niedziela, 07 października 2018 13:45
 
Blog Staszka PDF Drukuj Email
Blog Staszka
wtorek, 11 września 2018 23:00

Staszek pisze z ... Kamerunu :)

Od 7 sierpnia jestem w Kamerunie. Po 12 godzinach lotu przez Brukselę, Duale, samolot wylądował w Yaounde stolicy kraju. Tutaj zupełnie inny świat.
Wizę mam na 3 miesiące, ale jeśli da się przedłużyć, to chcę pozostać do lutego przyszłego roku.
Tutaj trzeba przedefiniować sobie pojęcie biedy. To, co u nas jest nazywane biedą, tutaj jest największym luksusem.
Pomimo tej biedy urzekli mnie ludzie, których spotykam. Mój podziw wzbudza oczywiście przyroda, ale najbardziej ofiarna i odważna postawa naszych polskich misjonarek Pallotynek, u których mieszkam.

IMG-20180903-WA0002IMG-20180904-WA0010IMG-20180904-WA0011

Ciąg dalszy na Blogu Staszka

Zmieniony: piątek, 14 września 2018 20:17
 


RocketTheme Joomla Templates